poniedziałek, 12 grudnia 2016

I.


Jestem tą osobą, którą się zastępuje po krótszym, bądź dłuższym czasie. 
Tą koleżanką, która zawsze ustąpi miejsca i usunie się do tyłu, jeśli chodnik stanie się zbyt wąski by iść po nim wspólnie.
Tą przyjaciółką, która wysłucha każdego żalu, ale nigdy nie zadzwoni wypłakać się na Twoim ramieniu, bo wie, że masz setki innych, ważniejszych od niej spraw na głowie.
Tą dziewczyną, która po pewnym czasie zacznie się dystansować, przekonana, że robi to dla Twojego dobra. I wierz mi - tak właśnie jest. Robię to, bo chcę usunąć z twojego życia największy bałagan, którym sama jestem.
Jestem córką i siostrą, chrześnicą i wnuczką, a mimo to nie dotykają mnie żadne więzi rodzinne.
Wiesz dlaczego?
Przestałam żyć ponad sześć lat temu.


To niesamowite, w jakim stopniu ostatnimi czasy depresja stała się chorobą wręcz modną. Jest najlepszym wytłumaczeniem na lenistwo, na brak zaangażowania czy choćby chandrę - potocznie nazwane, wywołane zazwyczaj przez spadki ciśnienia, pogorszenie nastroju.
Przez to, wielu chorych zwyczajnie wstydzi się, bądź boi powiedzieć komukolwiek o swoim problemie. Szczególnie dla ludzi cierpiących na towarzyszące często depresji stany lękowe - strach przed odtrąceniem czy całkowitym zbojkotowaniem problemu, jest wystarczająco silny, by sparaliżować wszelkie próby uzyskania pomocy.
Bezsilność wobec własnej choroby rodzi niemoc i bezczynność, a bezczynność ta jest często odbierana przez społeczeństwo jako żałosna próba unikania obowiązków lub co gorsza chęć skupienia na sobie uwagi, potrzeba atencji.

Jak z tym walczyć?
Czy w ogóle da się z tym walczyć?
Nie. A jeśli się da, to zapewniam was, że nikt z depresją nie ma na tyle siły, aby zmierzyć się z takim linczem społecznym.
Najzabawniej robi się jednak, kiedy do osoby A podejdzie osoba B. Obie są chore. I wówczas wywiązuje się to :


Choroba to nie zawody, to nie wyścigi i nie rywalizacja.
Każda choroba jest cierpieniem, tylko, że nie każdą widać na pierwszy rzut oka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz